(22) Waiting for the sun
Sobota, 13/08/2005, McLeod Ganj (22)
Budzi mnie Tomek: "WYTRZEŹWIAŁEM!". Dalej dzień jak codzień, ta sama rodzinna kanjpka, tybetańskie tosty i omlety. Potem czas na zwiedzanie - muzeum, świątynia. Mnisi przed nią bawią się parami: jeden siedzi i modli się, a drugi stojąc przed nim nagle klaska przerywając ciąg logiczny. Wielkie młynki modlitewne. Wszechobecny buddyzm (dopiero tu). Przed posągiem Buddy leżą ofiary - monety, paczki herbatników, nadgniłe owoce. Całość sprawia wrażenie pół egzotyczne, pół szopki dla turystów. Muzem koncentruje się na ucieczce z Tybetu, dużo zdjęć dokumentalnych. Tak mija cały dzień. Popoudniem Tomek idzie zapisać się na swoją medytację, a ja na zakupy - niestety, z powodu deszczu większość fajnych rzeczy jest pozamykana. Tak czy inaczej - udaje mi się wydać cała gotówkę. Jedyny bankomat w mieście oświadcza, że nie akceptuje mojej karty "just becouse", a taste of adventure.
Wieczorem pijemy żywca, jutro ruszam dalej, Tomek zostaje, choć nie udało mu się dostrać na medytację. Mglisty klimat deszczowych Himalajów zaczyna mnie męczyć.