(26) The Sky Above Port Was The Color of Television tuned to a dead station.
Środa, 17/08/2005, Kassol (26)
Rano czkeam na Tomka, pogoda zmienna, głównie słońce. Plecak spakowany, wszystko gotowe, planuję o czternastej wyruszyć dalej, przyjedzie czy nie. Dziś znowu helikopter patroluje góry. W końcu T się pojawia, przenosimy się do "Shiva Guest House", kawałek dalej, miły słoneczny pokój na parterze. Za oknem pole kukurydzy, a w nim konopia indyjska często gęsto.
Potem chodzimy po wsi, T ugrzązł na internecie, kupuje bilet powrotny, a ja zaglądam do "swap library", jedna ściana otwarta, na ziemi maty i poduszki do siedzenia, na ścianach półki z książkami. Biorę pierwszą lepszą z brzegu - "neuromancer". Siadam, czytam, wciagam się, ta ksiązka rzadzi nawet na końcu świata. Obok siedzą inni, chillum palą, ksiazki czytają, jointy krążą, taki klimat literacki. W końcu bilet zakupiony, obiad, powrót do hotelu, kwadran później pojawia się Krzysiek, właśnie wrócił z Ladakhu. Zatem kolejny obiad, wybieramy najbardziej hardcorową, najtańszą restauracyjkę, thali w niej jest rewelacyjnie. Stary sadkhu kładzie bez słowa przed nami kawałek haszyszu i odchodzi. Gościnność?! Jedziemy razem do Manikaran, trzy rupie za przejazd cały czas brzmią dla nas jak żart ;-)
Podobno o północy zmieniają Sikhowie wodę w basenie, mamy dużo czasu do kąpieli, darmowe thali w świątyni. Do późna siedzimy przy szklaneczkach czaju, ciasteczkach. Burzliwa dyskusja o logice, paradoksach i co właściwie z nich wynika? Czym jest rzeczywistość? Jakie jest znaczenie słów?
Przed północą idziemy do świątyni, ze zmianą wody to chyba kit dla turystów, raczej cały czas się wymienia. Basen w świątyni wygląda pospolicie, a z drugiej strony rzeki kłęby pary, basen pod gołym niebiem. Powietrze jest zimne, a woda w nim - gorąca, pomimo desperackich prób nie udaje się nogi po kolano zmoczyć. Kapa, wracamy do pospólstwa, na szczęście pospólstwo śpi i mamy całość dla siebie. Tutaj woda gorąca, mocno gorąco, zanurzenie się w niej i wielkie zmęczenie. Błogo. Na środku z góry leje się lodotawa woda, jak komu zbyt gorąco
Powrót piechotą, ciemna noc, rzeka szumi, niebo gwiaździste nad nami.