CanaBSD

ori0n, w taki lub innym ujęciu

(34) ...w drodze

24 sierpnia 2005 Indie 2005

Czwartek, 25/08/2005, Quetta - Taftan (34)

Poranek w pociągu, za oknem przewija się pustynia, kamienista, żwirowa, czasem góry, resztki budowki z cegły, niskie gliniane murki, stada owiec, płowo po horyzont. Około 13 jesteśmy, na dworcu rozpytujemy o autobus do Taftanu, oferują za 150 rupii bez klimatyzacji i klimatyzowany za 300, samochó czeka, by nas zawieźć do biura. Kilka kilometrów od dworca skręca w uliczkę między slumsami, na małym podwórku stoi autobus. Cena skoczyła do 350 za nieklimatyzowany i bezcelowo sprzeczamy się z nimi. Odwożą nas na dworzec i kilkaset metrów dalej nabywamy bilet, co prawda za 250, ale z klimą i bez robienia nas w konia. Zostawiamy bety i idziemy na miasto.

Nieciekawe, choć duże, raczej ubogo, sok z trzciny cukrowej sprzedawany na ulicy, sok z granatów, dzień wyborów i wszystkie punkty z internetem są pozamykane. Ciekawie wygląda produkcja czapatti - przy ulicy siedi piekarz na macie, wałkuje placek z ciasta, kładzie na poduszko-kielnię i zamaszystym ruchem umieszcza gdzieś głęboko w otworze na środku podłogi, czyli gdzieś na suficie pomieszczenia pod nami. Jak się okazuje, pod nami jest piec i z jego czeluści wyciąga upieczone chlebki. Są pyszne.

Popołudniu z biura podwożą nas... do tego samego autobusu, co rano. Po drodze wypadek - auto trafiło w rikszę, oboje dachowali, obok tłum gapiów, kawałek dalej rzeźnik oprawia na ulicy kozę, ściągając z niej skórę przez głowę. Lokujemy bagaż na dachu i zajmujemy miejsca w środku. Pakistańczycy krzyczą, rozpychają się, palą szlugi w autobusie i ogólną trzodę. Telepiemy się w tym gronie długie godziny do zmroku i dalej przez całą noc. Zagaduje do mnie jakiś młody, jest z Afganistanu, mówi całkiem znośną angielszczyzną, jest z kim pogadać na postojach, bułgarzy cały czas śpią.

(33) Pakistan
(35) ...dalej w drodze - Iran...