CanaBSD

ori0n, w taki lub innym ujęciu

(42) Bałkany?

1 września 2005 Indie 2005

Piątek, 02/09/2005, Rumunia, Bułgaria (42)

Gdzies około drugiej w nocy budzi mnie zmiana, ciężarówka się zatrzymała. Na szczęście to tylko kolacja. Tradycyjnie, kierowca funduje i nie ma przebacz. Kotelty mielone, chleb i ogórki kiszone. Potem jedziemy, ja znowu śpię, błogosławię TIRa, bowiem deszcz pada.

Wysiadam na obwodnicy Razgradu, do wylotówki na Ruse jeszcze dobre 20 kilometrów. W sumie mam szczęscie, padało całoą noc i przestało niedawno, ulice mokre od deszczu. Teren pagórkowaty, dookoła jakies ogródki działkowe, żywego ducha, ruch prawie zerowy. Spokojnie idę machając na mijające auta, bez efektu. Około południa mam już trochę dość, akurat jakiś facet wyjeżdża z bocznej ulicy, zatrzymał się na skrzyżowaniu, jakieś papiery przekłada, więc go bezczelnie zagaduję. O dziwo, nie dość, że świetnie mówi po angielsku, to jedzie do Ruse. Tam wysiadam w środku miasta, malutkim autobusem do granicy, miasto wyglądaj jak trzeci świat.

Dwóch staruszków, plecaki, krótkie spodnie, buty na grubej podeszwie, czapki z daszkiem. Mocno gestykulując rozmawiają z rumunem opartym o maskę żółtej taksówki, z daleka widać, że rozmowa jest burzliwa. Rumun próbuje mnie zainteresować przeprawą przez Dunaj jego bolidem za odpowiednią opłatą. Nie jestem zainteresowany, cena spada, dziadkowie to zauwazyli, zaczyna się draka. Idę dalej.

Dwaj celnicy odsyłają mnie nawzajem do siebie, tu nie można ale tam można łapać okazję. W końcu dochodzą do konsensusu: nie można ani tu ani tam, muszę znaleźć transport za bramą całego urzędu. Jeden TIR stoi na poboczu, kierowca grzebie w papierach, mówi, że mnie nie weźmie. Opieram plecak o bramę, długi i powoli myję zęby, potem siedzę i ziewam, zadziałało, jadąc na rampę zatrzymuję się: "wskakuj". Niestety, jedzie tylko do Bukaresztu, rozstajemy się po drugiej stronie kontroli celnych. Czterdzieści dwa dni temu czekałem tu, cała przygoda była przedemną... Kilka ciężarówek muszę przepuścić, jakaś osobówka ba brytyjskich blachach, ford courier, kierowca po lewej stronie. Przepraszam, czy mogę? I jade dalej. Po stronie kierowcy. Fajnie, trochę dziwnie. Facet jest całkiem sympatyczny, jedzie do Londynu, moge z nim jechać aż na Węgry. Gadamy, gadamy, kilometry mijają, zapada zmrok, fcet nie chce jeździć po ciemku, łapówki dla brytyjczyków są horrendalnie wysokie. Zapadamy na nocleg w przydrożnym drive-inn, do kolacji browar. I następny. I jeszczce jeden.

(41) witaj, szkoło
(43) los prowadzi