CanaBSD

ori0n, w taki lub innym ujęciu

Coimbra magic

26 sierpnia 2008 Portugalia 2008
Coimbra, miasto kojarzone wcześniej jedynie z przymiotnikiem "uniwersyteckie", była dla mnie Tym Miejscem. Poplątane uliczki, ciężar czasu, lewicowo - anarchistyczne grafitti. Stanowiła kompletny świat, rządzący się własnym rytmem i niepisanym kodeksem. Każdy przecież wie, że biała karka wystawiona w oknie, to ogłoszenie: pokój do wynajęcia. Centrum kamienne, stare - ale rasta z pobliskim gór mityguje: "wanna see really fucking old city? go to Porto". Aby nie było tak cukierkowo, nadmienię: piwa wieczorem nie sposób kupić, jeśli nie zna się jedynej w okolicach centrum knajpy. Może jest ich więcej - nie wiem - łatwo nie jest. Akurat byłem na wyczerpaniu książek, więc znalazłem księgarnię i zawiodłem się szczerze. Na półce z literaturą angielską były książki Ludluma i obie już czytałem. Niemniej jednak, poczekać na zamknięcie plastikowych kawiarenek, niech noc zapadnie i miasto opustoszeje... Mam czas, więc i piwo w końcu znajdę.

"Masz może szluga" - zagadują do mnie rastaman z rastamanką. Mijam ich, siedzą przy kawie, stolik malutkiej knajpki stoi na chodniku. "Jasne, proszę dwa", ale "spoko, my jednego tylko potrzebujemy", jednak "weźcie dwa, jeśli macie ochotę zapalić papierosa" -- i tak się zapoznajemy. Oni mieszkają w Lousa, malutkiej miejscowości u stóp gór, ale już niedługo wyprowadzają się. Rastamanka pochodzi z Austrii i wracają w jej rodzinne strony.

opowieści sintryjskie
Serra de Lousa