Piątek, 5.V.2006, w Pompejach
Z rana udajemy się znaną trasą: Garibaldi - Circulum Vesuviano i dalej do Pompei. Przekraczamy bramę i ruiny, ruiny, ruiny. Bez przewodnika śrenio tak zwiedzać w ciemno, zwłaszcza iż kolejny fragment zepsutego muru nie różni sie specjalnie od poprzedniego. Zaraz na początku zahaczamy się za jakąś grupą, szybko dostajemy po uszach i odtąd spotykamy historię bez pośredników. Olewamy kwękającego Amerykanina i za załomem muru skręcamy w stronę dobrego chumoru. I tak już do wieczora. Teren jest spory, a zwiedzany bez mapy/przewodnika wykazuje właściwości zbliżone do tych labiryntowych. Odkrywamy kolejne stare kolumny, mozaikę przedstawiającą dzika z wielkim penisem, ulice, mniej lub bardziej zachowany budynki, historyczne pizzerie i wiekowe dzbany po winie.






Słońce chyli się ku zachodowi a Pompeje pustoszeją, poza nami gdzieś na horyzuncie przemyka mundurowy strażnik, trochę się gubimy, ale nie za bardzo. Powrót circulum. Dziś Ewa ugościła nas pysznym kurczakiem z ryżem, po afrykańsku. Wieczór spędzamy z Gośką na Gesu, wino i orzeszki.